|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
ostatnie-sto-dni Od Autora Dzisiaj się skończył jeden z etapów mojego życia. Był on szczególny i będę o nim zawsze pamiętał. Nie był by on tak wspaniały gdyby nie wy. Moi czytelnicy. Byliście dla mnie motywacją do pisania kolejnych dni. Gdyby nie wy nie wiem czy udałoby mi się ukończyć tej opowieści. Z niektórymi z was zdążyłem się poznać. Mam nadzieję, że te znajomości będą trwać dalej, mimo tego, że są póki, co wirtualnymi. Najchętniej podziękowałbym każdemu z osobna za towarzyszenie głównemu bohaterowi w jego drodze. Jednak nie jestem w stanie tego zrobić. Pisząc Ostatnie sto dni starałem się nie utożsamiać z żadnymi postaciami występującymi w tej historii. Jednak nie zawsze mi to wychodziło. Czytając to mogliście poznać cząstkę mnie. Moje myśli, moje uczucia. Mym ostatnim życzeniem związanym z tym blogiem jest chęć poznania moich czytelników. Jeżeli byście mogli zostawcie pod tą notką, krótki komentarz. Jakąś uwagę, czy choć tylko imię. Był bym wdzięczny Bez względu na to czy was znam czy nie. Całą opowieść chciałbym zadedykować ludziom, którzy są najbliżsi memu sercu, czyli moim przyjaciołom. Ludziom, z którymi wiele przeżyłem i jeszcze więcej przeżyje. Dla całej ekipy z Osowej, czyli Marshalowi, Rafałowi(Flatter), Martynce... Koolkowi, a także Karolowi, Jacusiowi D. Do tej listy chciałbym dodać osoby, które stosunkowo krótko znam, a mimo to nie wyobrażam sobie niektórych chwil bez nich, czyli Kamili i Oli. Nawet nie wyobrażacie sobie ile dla mnie znaczycie.... Może kiedyś znowu zacznę pisać, jednak kiedy?? Tego nie jestem wstanie powiedzieć. Odwiedzajcie od czasu do czasu stronę ostatnich stu dni. Któryś z nowych linków będzie prawdopodobnie prowadził do mojej nowej opowieści. Mam przynajmniej taką nadzieję. 2005-02-25 16:56:43 skomentuj (25) Dzień 100 ( dwa miesiące później) Nie wiem, czemu to piszę. Myślę, że on by tego chciał. Niedawno, Abdul wyruszył na poszukiwania po Polsce. Chce spełnić ostatnie życzenie mego ukochanego. Nigdy się nie dowiedziałam czy dotarł do celu. W momencie, kiedy wszedł do jaskini słuch po nim zaginął. Nikt go już nie widział. Po miesiącu zaczęłam tracić nadzieję.Dochodziło do mnie, że straciłam drugą osobę, którą kochałam przez tą piekielną klątwę. Wyjechałam do Delhi. Tam chciałam zacząć wszystko od nowa. Kilka dni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Dziecko, które się narodzi będzie owocem naszej miłości. Jeżeli to będzie chłopak dam mu imię po ojcu. W tedy uświadomiłam sobie, że Indie nie są dobrym miejsce do wychowywania potomka. Kupiłam bilet do Warszawy. Pamiętam jak wychodząc z samolotu na lotnisku nie mogłam opanować łez. Cały czas myślałam, że powrócę tu z nim. Kiedy byłam pod drzwiami swojego mieszkania, łzy rozpaczy zmieniły się w łzy szczęścia. Na klamce wisiał mój naszyjnik ze słoniem. Ten sam, który sprzedałam jakiemuś kupcowi i o którym była mowa w liście. Serce coraz mocniej zaczęło mi bić. Wbiegłam do środka jednak tam nikogo nie było. Nie załamałam się tym zbytnio. Dotarło do mnie, że on musi żyć. Na pewno tak jest. Czuje, że niedługo się z nim spotkam. Powróci do mnie i do swojego dziecka. Wieczorem wyszłam na balkon. Spojrzałam w gwiazdy i powiedziałam: Będę na Ciebie czekać...Wiem, że Cię kiedyś spotkam. Do tego czasu będę się starać wychowywać nasze dziecko najlepiej jak będzie to możliwe. Cały czas będę mu opowiadać o tobie, o człowieku odważnym i mężnym, który był gotów poświęcić życie dla miłości. Cały czas czuje, że jesteś przy mnie, że mnie tulisz do siebie. Pamiętaj, kocham Cię!!! Mój aniele... Kocham ponad życie. KONIEC 2005-02-25 16:53:37 skomentuj (2) Dzień 99 To było dziwne miejsce. Wyruszając dalej miałem przeczucie, że coś się stanie, że nie wyjdziemy stąd tak łatwo. Niestety nie myliłem się. Przechodząc przez kamienny wąwóz ziemia się zatrzęsła. Początkowo wstrząsy nie były silne, jednak po paru minutach trudno już nam było utrzymać równowagę. Najgorsze było to, że byliśmy otoczeni z dwóch stron ścianami gruzu. W każdej chwili mógł on na nas spaść. Mimo trudności brnęliśmy dalej do przodu. W pewnym momencie zaczął się koszmar. Kilka ton kamieni leciało prosto na nasze głowy. Pozostała nam tylko ucieczka. Biegliśmy modląc się w myślach o ujście z opresji w jednym kawałku. Po 10 minutach wszystko ustało, byliśmy bezpieczni. Morderczy wysiłek opłacił się. Cała sytuacja wyglądała tak jak by coś lub ktoś nie chciał abyśmy opuścili tą krainę żywi. Jednak nam się udało!! Byliśmy już praktycznie u celu. Po 30 minutach marszu nareszcie zobaczyłem jaskinię. Cały czas zdawało mi się, że gdzieś już to miejsce widziałem. Wszystko wydawało mi się znajome. Po chwili przypomniałem sobie, że byłem tu kilka razy w śnie. Czyżby to nie był tylko wytwór mojej wyobraźni? Jak to możliwe? Coś cały czas coś mówiło mi, że dalej muszę iść sam. Tylko mnie oczekuje Katra. Stanąłem przed ciężkim zadaniem, musiałem przekonać o tym Abdula. Po ciężkiej i długiej rozmowie udało mi się. Kiedy wejdę do groty, on rozpocznie drogę powrotna do Julii. Postanowiłem, że przekaże mu wszystkie moje rzeczy, łącznie z tym pamiętnikiem i listem dla mej ukochanej. Treść jego brzmiała tak: Droga Julio... Nie chce by ten list był moim pożegnaniem z tobą. Jednak nie wiem czy mi się uda wrócić, a chcę byś wiedziała o kilku rzeczach. Początkowo, gdy cię poznałem nie byłem wstanie zauważyć, jaką jesteś wspaniałą osobą. To ty mi pomagałaś w trudnych chwilach. Doradzałaś, co mogę zrobić by mój związek z Kasią rozwijał się w jak najlepszym kierunku. Kiedy ona umarła straciłem ochotę do życia. I to właśnie znowu ty wyciągnęłaś mnie z tej otchłani rozpaczy. Pokazałaś, że życie jest zbyt piękne by móc z nim skończyć. W momencie, gdy usłyszałem, że wyjeżdżasz uświadomiłem sobie jak wiele mogę stracić. Nie zastanawiając się wyruszyłem ,by Cię odnaleźć. Nie zważałem na grożące mi niebezpieczeństwa. Liczyłaś się dla mnie tylko ty. Gdzieś na indyjskim rynku znalazłem twój wisiorek ze słoniem. Cały czas, kiedy myślę o tobie, wyciągam go z kieszeni i wpatruje się w niego. Dzięki temu czuję ze jesteś przy mnie. Wiec, że będę walczył ze wszystkich sił by móc wrócić do Ciebie. Możliwe, że mi się nie uda. Wtedy zaopiekuje się tobą Abdul. Człowiek, którego spotkałem w Delhi. Przez ten miesiąc stał się moim najlepszym przyjacielem. Nie raz ratował mi życie. W dużej mierze to dzięki niemu mogłem do Ciebie dotrzeć. Pamiętaj, że zawsze będę przy tobie jak nie ciałem to duchem. Będę czuwał nad tobą. Kocham Cię....nie zapominaj o tym...Przekazując ten list Abdulowi, poprosiłem go o jeszcze jedną przysługę. W momencie, gdy dotrze do niego wiadomość o mojej śmierci, ma jak najszybciej odszukać kobietę z moich snów. Wiem, że to może być nie wykonalne. Jednak ona jest następna. Może, kiedy przeczyta mój pamiętnik szybciej dotrze do Katry i przeżyje... Kończę mając jednocześnie nadzieję, że nie zostanę zapomniany, że chociaż te zapiski będę przypominać, że ktoś taki jak ja kiedyś żył, kochał i mam nadzieję, że był kochany. 2005-02-25 15:39:32 skomentuj (2) Dzień 98 Przed południem wkroczyliśmy do "krainy czaszek". Początkowo niczym specjalnym nie różniła się ona od innych terenów, przez które musieliśmy przebrnąć. Jednak im bardziej brnęliśmy do przodu tym częściej napotykaliśmy szczątki ludzkich kości. Było ich z każdym krokiem coraz więcej. Nie wiem, dlaczego, może pod wpływem właśnie takich obrazów zacząłem się bać. Każdy szelest, odgłos budził postrach. Całe to miejsce emanowało jakąś negatywną energią. Tak jak by cały czas trwała tu walka. Idąc potknąłem się o kamień i upadłem. Gdy wstałem, spostrzegłem, że nie ma Abdula. Po prostu się "rozpuścił". Byłem zdezorientowany. Nie mogłem go znaleźć. Nagle pojawiła mi się przed oczami postać wojownika. Spojrzał na mnie, i niespodziewanie po chwili zaatakował. Nie wiedziałem czy to sen czy jawa. Nawet nie miałem, czym się bronić. Unikając kolejnych ciosów ponownie upadłem. Myślałem, że to już koniec. Dosłownie całe życie przeleciało mi przed oczami. Czekałem na ostateczny cios. Wtedy stało się coś niezrozumiałego dla mnie. Poczułem jak ktoś pomaga mi się podnieść. Obróciłem się i zobaczyłem mego kompana. Spojrzałem na niego z paniką w oczach. Nie mogłem nic z siebie wydusić. On ze zdziwieniem powiedział: Musisz bardziej patrzeć pod nogi. Łatwo można tu upaśćPo chwili dodał: Co się tak na mnie patrzysz, jak byś ducha zobaczył? Nic już nie wiedziałem. Czyżby to była kolejna wizja? Do wieczora nie miałem już takich niewyjaśnionych przygód. Droga przebiegała spokojnie. Wieczorem rozbiliśmy obóz. Według moich obliczeń znajdowaliśmy się w samym "sercu" tej dziwacznej krainy. Rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy przygotowywać posiłek. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakieś przerażające wycie. To nie brzmiało jak stado wilków. Ten głos spowodował pojawianie się dreszczów na moim ciele. Zaczęło silnie wiać. Ogień nam przygasł. Byliśmy przerażeni. Nagle ujrzałem błysk. Wielką plamę światła na niebie. Wszędzie zrobiło się jasno. Po chwili znów było normalnie. Tu się dzieje coś dziwnego powiedział Abdul. Nikt z nas nie mógł zasnąć. Całą noc czuwaliśmy. 2005-02-23 16:12:49 skomentuj (4) Dzień 97 Ponownie śniła mi się ta kobieta, którą ujrzałem w moich wizjach. Tym razem czułem to samo co ona. Była przerażona. Czegoś się bała. Wyczułem jeszcze smutek w jej sercu. Tak jak by uciekała przed czymś i jednocześnie była przez coś zraniona. Naprawdę coś dziwnego. Rano wkroczyliśmy na bagna. Dopiero teraz zaczęła się prawdziwa zabawa. Idąc przez podmokłe łąki tonęliśmy w błocie. Momentami byłem zanurzony aż po szyje. Starałem się nie myśleć o tym co może być pod wodą. Musieliśmy iść bardzo spokojne, gdyż gwałtowne ruchy powodowały wzburzanie się tafli błota, co powodowało zalewanie naszych twarzy. Szliśmy tak może jakieś trzy godziny. W końcu można było postawić nogi na twardym gruncie. Nie wiem jak to się stało ale nie byliśmy w żaden sposób pogryzieni, czy okaleczeni. Cali oblepieni brudem szliśmy dalej. Los chyba nam dzisiaj sprzyjał, gdyż po jakiś 30 min wędrówki znaleźliśmy staw. Mogliśmy się w nim umyć. Zrobiliśmy sobie przy okazji przerwę na mały posiłek. Szło coraz lepiej. Wieczorem powinniśmy być już w "krainie czaszek". Póki co pozostawało jeszcze trochę drogi przed nami. Byliśmy tak podekscytowani nadchodzącym sukcesem, że nocą zamiast odpoczywać cały czas rozmawialiśmy. Opowiadaliśmy sobie co zrobimy jak to się skończy. Śmialiśmy się z tego co przeżyliśmy. Było naprawdę miło. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Aż na sercu robiło się ciepło. 2005-02-23 12:46:46 skomentuj (0) Dzień 96 Chciałem wyruszyć w tajemnicy przed Abdulem. Jednak chyba wyczuł moje zamiary. W momencie, gdy opuszczałem praktycznie jeszcze w nocy chatę podszedł do mnie po cichu i powiedział: Myślałeś, że dam się spławić? Wiesz doskonale, że nie uda ci się beze mnie. Idziemy razem. Ponownie nie pozostawił mi wyboru. Po chwili ruszyliśmy. Tym razem byliśmy bogatsi o doświadczenie w przeprawie przez dżunglę. Z resztą po doniec dnia powinniśmy wyjść już z lasu. Dalej zaczynają się nie zalesione tereny. Lekarz powiedział mi jeszcze, że bardzo spokojnym tempem najpóźniej powinniśmy dotrzeć do jaskini za jakieś dwa dni. Także nie było sensu spieszyć się i marnować niepotrzebnie sił. Spokojnie i ostrożnie pokonywaliśmy każdą napotkaną przeszkodę. W tych rejonach dżungla była dla ludzi bardzo przyjazna. Nie stwarzała żadnych niebezpieczeństw. Wręcz przeciwnie, z każdym krokiem odkrywała przed nami swoje piękno. Barwne rośliny, ciekawe zwierzęta i piękny śpiew ptaków umożliwiały nam miłą wędrówkę. Pod wieczór byliśmy już na skraju dżungli. Zobaczyliśmy przed sobą wielkie polany. Dosłownie ogromne. Nigdy nie widziałem tak jednolitego i jednocześnie wielkiego obszaru. Postanowiłem, że przed wejściem w nieznane odpoczniemy. Przypuszczam, że jutro nie będzie już tak łatwo. 2005-02-22 18:23:21 skomentuj (3) Dzień 95 Od rana czekałem na przyjazd owego lekarza. Chciałem jak najszybciej z nim porozmawiać. Abdul cały czas próbował mnie uspokoić, gdyż chodziłem bardzo zdenerwowany. W końcu zobaczyłem samochód. Nie wiem jak opisać, co wtedy czułem. Serce podskoczyło mi do gardła. Trudno było mi wydusić z siebie jakiekolwiek słowa. Na dodatek byłem zmuszony by czekać. Najważniejsi byli chorzy mieszkańcy wioski. Nareszcie miałem swoje pięć minut. Podszedłem do niego i "nie owijając w bawełnę" spytałem się o Katrę. Na dźwięk tego imienia koleś usiadł z przerażenia. Przez jakąś chwilę milczałby po spytać: Dlaczego chcesz do spotkać? Co o nim wiesz? . Usłyszawszy to wiedziałem, że uzyskam potrzebne mi informację. Zaprowadziłem mojego gościa do siebie i zacząłem opowiadać mu całą historię. Co ciekawe nie zauważyłem, by zaskoczyło go to, co mówiłem. Gdy skończyłem zapanowała cisza. Najwyraźniej lekarz się nad czymś zastanawiał. Po chwili rzekł: Jesteś trzecią osobą, która poszukuje Katry. Z tego, co wiem, poprzednie dwie osoby zginęły przed dotarciem do niego. Wszystko wskazuje, że ty będziesz kolejny. Dobrze, powiem ci gdzie go szukać, jednak nie wiem czy tam dotrzesz żywy. Masz szanse, ale znikome. Droga nie będzie łatwa. Wiedzie ona przez głębokie bagna, niebezpieczne lasy pełne jadowitych węży oraz pustkowie zwane "krainą czaszek". Dlaczego taka nazwa? Kiedyś odbyła się tam bitwa między dwoma plemionami. Zginęło wielu ludzi. Do teraz widać jeszcze ślady walk. Mówi się, że miejsce to jest nadal odwiedzane prze duszę zabitych wojowników, którzy pałają żądzą krwi. Tuż za tą krainą znajduje się jaskinia. W niej powinieneś spotkać Katrę. Tylko tyle mogę ci powiedzieć. Więcej nie wiem. Nie miałem czasu do stracenia. Jutro wyruszam. Powoli czuję, że niedługo wszystko się skończy. Będę wolny. 2005-02-22 17:30:36 skomentuj (1) Dzień 94 Życie tutaj było i jest bardzo proste. Polega na wczesnym wstawaniu, oprzątaniu bydła, pracy w polu i spaniu. Ten cykl panuje tu nieprzerywalnie od wielu pokoleń. Każdy wiedział, że jeżeli nie zajmie się pracą nie będzie miał, co jeść. Od czasu do czasu znajdzie się młody człowiek, rewolucjonista, któremu nie będzie się podobać ten styl życia. Stara się coś zmienić jednak po krótkim czasie dochodzi do wniosku, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest wyjazd stąd. Muszę przyznać, że ja też taki byłem. Chciałem coś zmienić, jednak mocno zakorzenione zwyczaje okazały się silniejsze. Pewnie spytasz, dlaczego zostałem? Już ci odpowiadam. Zakochałem się. Miałem do wyboru albo wolność albo miłość. Dla mnie nie ma niczego, co można postawić nad uczuciem. Nawet się nie wahałem, zostałem. Po dwóch latach przyjechała do naszej wioski grupa naukowców. Był wśród nich pewien młody archeolog. Pewnego wieczoru zastałem go w łóżku mojej "księżniczki". Kilka dni później wyjechała z nim. Nawet nie powiedziała mi, dlaczego to zrobiła. Odeszła bez słowa. Chciałem się zemścić, jednak doszedłem do wniosku, że nie warto. Nie zasługiwała na to. Kierowała się sercem, tak samo jak ja wcześniej. Początkowo byłem zrozpaczony, ale nie przestałem wierzyć w miłość. Wierzę w nią nadal, mimo że poza nią nie miałem żadnej kobiety. Pomimo tego, że minęło od tamtego czasu 40 lat, a ja mam teraz 63 jestem cały czas w niej zakochany i wierze, że jeszcze do mnie wróci. Czekam na nią każdego dnia, gdyż po prostu ją kocham ponad życie. Kiedy zamykam oczy widzę jej uśmiech. Do teraz pamiętam jak brzmiał jej głos... i chyba już nie zapomnę do końca życia... . Tą historię ze łzami w oczach opowiadał mi jeden z mieszkańców tej wioski. Nie mogłem w uwierzyć w to, że moc miłości potrafi być tak wielka. Coś niesamowitego. Nie chciałbym tego samego przeżyć. Chyba bym sobie nie poradził. Kiedyś myślałem, że każdy zasługuje na to, co go w życiu spotyka. Teraz uświadomiłem sobie, w jakim byłem błędzie. Już za kilkanaście godzin powinienem dowiedzieć się, gdzie jest Katra. Mam nadzieję, że go w końcu spotkam i nastąpi koniec tego wszystkiego. A rozpocznie się nowa opowieść. O szczęściu i miłość dwojga ludzi. 2005-02-22 15:49:58 skomentuj (3) Dzień 93 Szliśmy dzisiaj znacznie szybciej niż to było dotychczas. Wiedzieliśmy, że jeżeli dzisiaj nie osiągniemy celu, to może nam już zabraknąć czasu. Przedzierając się przez gąszcz natknąłem się na kawałek rozdartej bluzki. Był on nie zauważalny, jednak los tak chciał, że przykleił mi się do spodni. Oglądając go wywnioskowałem, że jest bardzo stary i nie jest zrobiony z popularnych materiałów w tych rejonach. Tędy ktoś kiedyś szedł. Może to nawet była sama Ania? Doszło do mnie, że to może być końcówka naszej drogi. Im dłużej szliśmy tym coraz bardziej przyspieszaliśmy. Las się robił stopniowo bardziej rzadszy. Z minuty na minutę zauważaliśmy coraz więcej oznak działalności ludzkiej. Tak jakby niedaleko znajdowała się jakaś wioska. Po około dwóch godzinach udało nam się. Dotarliśmy do osady ludzkiej. Byli to zwykli hinduscy rolnicy. Bardziej oni nas się bali niż my ich. Abdul wyszedł przede mnie by wyjaśnić im, że przybywamy w pokoju. Opowiedział im w skrócie, o co nam chodzi i kogo szukamy. Chwilę później zaprosili nas do własnych domostw. Ofiarowali nam żywność i wodę. Nie słyszeli o Katrzę. Powiedzieli jednak, że za dwa dni przyjeżdża do nich lekarz. Mówili o nim, że to mądry i doświadczony człowiek. Wiele na tych terenach przeżył. Może on będzie coś wiedział. Do tego czasu pozwolą mi zostać. Jednak później będę musiał opuścić ich wioskę. Bardzo mnie to zmartwiło. Wieczorem znowu zacząłem rozmyślać. Moje wątpliwości o powodzeniu tej wyprawy stawały się coraz większe. Pojawił się strach i co dziwne ogromna złość. Co gorsza trudno mi wyjaśnić, na kogo lub, na co? Nie cierpię takich chwil. 2005-02-21 21:14:57 skomentuj (3) Dzień 92 Chyba przeceniłem siły na zamiary. Zbyt wolno idzie nam nasza wędrówka. Spędzimy jeszcze pewnie w tym bagnie, co najmniej dobę. Już miałem tego wszystkiego dosyć. Dzisiaj przechodziłem wewnętrzny kryzys. Chciałem to wszystko rzucić, odsapnąć. Wrócić do Polski, do domu. Mieć normalne życie, zwykłego szarego człowieka. Wieść życie studenta, spotykać się ze znajomymi, imprezować, niczym się nie przejmować. Mieć własny dom. Stały i dobry kontakt z rodzicami i co najważniejsze kochającą kobietę tuż przy swoim boku. To ostatnie pragnienie chyba się spełniło, mam taką nadzieje. Wierzę, że będę z Julią. A jak to się urzeczywistni to reszta będzie nieważna. Ona sprawiła, że moje serce zaczęło szybciej bić. Wygoniła z niego smutek po wielkiej stracie. Stała się sensem mego życia. Wiem, że bez względu na to, co się stanie, nie zapomnę o niej. Nawet jak bym był do tego zmuszony. Z Abdulem było coraz lepiej. Musze przyznać, że momentami szedł szybciej ode mnie. Jednak to i tak było zbyt wolno. Jutro musimy się sprężyć. Zostało coraz mniej czasu. Cały dzień padał deszcz. Jednak wieczorem zrobiło się bardzo przyjemnie. Było ciepło, ale nie gorąco. Niebo było przejrzyste. Gwiazdy jasno świeciły. Można było spokojnie odpocząć. Długo czekałem na taką chwilę. 2005-02-21 17:05:48 skomentuj (0) |